piątek, 24 czerwca 2016

Późna i nieoczekiwana miłość. Czy wypada zakochać się w bardzo dojrzałym wieku?

Dzisiejszy post poświęcam tematowi-tabu. Właściwie nie wiadomo tak naprawdę, dlaczego na ten temat tak mało się mówi, a jeżeli już się mówi, to budzi on skrajne emocje. Być może wielki wpływ na stosunek ludzi do miłości, która często nieproszona i zaskakująca samych zakochanych, przychodzi na stare lata, jest wszechogarniający kult młodości oraz brak akceptacji ze strony własnych dzieci i  sąsiadów. Ja wierzę w miłość w każdym wieku, miłość, której trzeba szukać samemu lub poddać się jej, jeżeli przyjdzie nieproszona. Bardzo wielu ludzi, po utracie partnera życiowego, boi się ponownie wchodzić w jakiekolwiek nowe związki, boi się porównań z byłym partnerem, boi się plotek. Ludzie żyją coraz dłużej, są dłużej sprawni i bardziej aktywni. Dlaczego więc stronią od miłości? Dlaczego się jej boją? Uważam, że nie powinno się tracić żadnej szansy na to, aby ponownie stać się szczęśliwym, nawet na stare lata. Uważam ponadto, iż nic nie zastąpi człowiekowi tej bardzo szczególnej bliskości pomiędzy mężczyzną a kobietą. Nawet najlepsze kontakty z własnymi dziećmi, wnukami czy przyjaciółmi, nie zastąpią kobiecie mężczyzny a mężczyźnie kobiety. Tylko my sami mamy prawo decydować o własnym szczęściu, nie musimy przejmować się tym, co o nas mówią inni, ani tym bardziej rezygnować z tego, co los nam zsyła. Miłość na stare lata, to początek nowego, to wielka radość i najlepsze lekarstwo na słabości psychiczne i fizyczne. Proszę posłuchać poetyckiej opowieści o "motylach w brzuchu" dwojga mocno dojrzałych ludzi, którzy spotkali się w parku, zamknęli uszy na plotki i zaryzykowali nowe szczęście. Chciałbym, aby ten wiersz - obraz mojej wyobraźni, stał się przyczynkiem do rozmyślań nad prawem do szczęścia dla wszystkich ludzi, bez względu na ich wiek oraz motywował do przełamywania starych nawyków i zahamowań. Czasem warto zamknąć oczy i ... uwierzyć intuicji.

Waldemar Kostrzębski - Ławka, recytuje autor





środa, 8 czerwca 2016

Motyw przemijania w poezji

Motyw śmierci i przemijania jest odwiecznym tematem w poezji i szerzej w literaturze. Osobiście bardzo lubię czytać wiersze poruszające tę tematykę, przy czym zwracam baczną uwagę na stylistykę, podkreślającą ulotność ludzkiego życia i zawierającą wskazówki, jak lepiej wykorzystać darowany nam czas, bez wpadania w czarną rozpacz. Upływ czasu jest nieubłagalny, dobra doczesne to złuda, wszystko jest marnością wobec śmierci, ale życie rządzi się swoimi prawami i te prawdy stają się ważne dla ludzi dopiero pod koniec ich życia. Bardzo wielu polskich poetów, wszystkich chyba epok, brało na warsztat ten motyw: Adam Asnyk, Krzysztof K. Baczyński, Tadeusz Borowski, Halina Poświatowska, Jan Twardowski, Wisława Szymborska, Tadeusz Różewicz - aby wspomnieć tych, których lubię czytać najbardziej - i wielu, wielu  innych, także współczesnych poetów. Ja również, szczególnie przy okazji rocznic śmierci bliskich mi ludzi (maj i czerwiec szczególnie), po długiej fazie rozmyślań i refleksji, chwytam za pióro, aby opisać moje tęsknoty, zaklęte w krótkie impresje. Nigdy nie zdradzam, komu poświęcam kolejny wiersz, ponieważ liczy się tylko ulotność opisywanej chwili i jej wartość emocjonalna. Czytanie i pisanie wierszy o przemijaniu ma dla mnie kolosalne znaczenie, staję się przez to pokorniejszy wobec ludzkiego losu, którego integralną częścią jest przemijanie, co z kolei pomaga mi jeszcze bardziej docenić moje własne życie i jego niepowtarzalność. Poniższy wiersz, a także kilka innych, poruszających ten temat, publikuję w zakładce In Memoriam.

Waldemar Kostrzębski - A rzeki wciąż płyną bezgłośnie, recytuje autor