środa, 27 grudnia 2017

Z nowym rokiem, raźnym krokiem

Jak na niebie, tak w naszych głowach. W noc sylwestrową wykuwamy noworoczne plany w najbardziej oszałamiających kolorach noworocznych fajerwerków. Planujemy: żyć zdrowiej, uprawiać więcej sportu, nie stresować się, mniej pracować, mieć więcej czasu dla rodziny, zachować szczupłą sylwetkę lub zrzucić zbędne kilogramy itd. itd. Niestety, najczęściej trwa to tylko chwilę, zanim wszystkie te wspaniałe plany, zamierzenia i intencje pękną jak bańki mydlane. Magia sylwestrowej nocy to magia każdego nowego początku, która dodaje człowiekowi skrzydeł i sił witalnych. Nic nie wydaje się zbyt trudne i skomplikowane. Ja mam swój sposób na pokonanie złudy intencji noworocznych. Przede wszystkim redukuję moje cele do jednego najważniejszego i nie posuwam się nigdy za daleko. Robię to także w tajemnicy, nie ogłaszając wszem i wobec moich noworocznych planów. Wszystko po to, aby zmniejszyć zewnętrzną presję i zewnętrzną ocenę stanu realizacji, tym samym zwiększyć szansę na spokojną realizację tych celów, które muszą być konkretne i odpowiadać moim możliwościom, zarówno fizycznym jak psychicznym. I najważniejsze na koniec: wszystkim tym zamiarom i planom towarzyszyć musi obowiązkowo wewnętrzne przekonanie i  pragnienie zrobienia czego ważnego dla siebie a nie dla innych. Przekonanie, że robię coś dla siebie, motywuje, wzmacnia dyscyplinę i - co jest niezmiernie ważne - nie jest na pokaz i pod publikę. Tym samym staję się w jednej osobie, scenarzystą, realizatorem, kontrolerem i jurorem noworocznych planów, które mają w tej sytuacji wielką szansę na pełną lub co najmniej zadawalającą mnie realizację. Wszystkim czytelnikom bloga życzę sympatycznego pożegnania Starego 2017 Roku, szczęśliwego i pełnego sukcesów Nowego 2018 Roku oraz daleko idącej realizacji świeżo wykutych noworocznych planów.




środa, 20 grudnia 2017

Miniatury bożonarodzeniowe

Świat myśli jest dla mnie pewną formą azylu, jedynego w swoim rodzaju, tu czuję się najlepiej i najbezpieczniej, tu mogę wszystko. Chodzi mi o ten sposób pozytywnego myślenia, który odblokowuje naturalny przepływ energii życiowej, powoduje uzyskanie wewnętrznego spokoju, co z kolei pozwala na rozpoznanie własnych przekonań oraz ułatwia dotarcie do źródła ich powstawania. Mowa – przy całej swojej ważności -  jest tylko możliwością, jedną z wielu. Wszystko inne, to nagromadzenie mniej lub bardziej ważnych potrzeb, podporządkowanych emocjonalności. Logika w myśleniu jest potrzebna, ale nie zawsze konieczna, bo tylko myśli, które błądzą w chmurach, mogą poruszać się swobodnie, z dala od wszelkiego przymusu i oczekiwań ponad miarę. Podczas takiego myślenia, przestrzeń i czas znikają bez problemu i tylko sens pozostaje, ponieważ żyje w przekonaniu swojej niepokornej racji. W miniaturze poetyckiej staram się uchwycić życie oraz ludzi i ich codzienne sprawy, we wszystkich tych chwilach, które właśnie obserwuję i zawrzeć je w kilku jasnych i klarownych zdaniach. W dzisiejszym przedświątecznym poście chciałbym zaprezentować wybór kilku miniatur, utrzymanych w klimacie bożonarodzeniowym. Wszystkim czytelnikom bloga życzę wesołych i pogodnych Świąt Bożego Narodzenia.




Kolęda "Lulajże Jezuniu", wersja instrumentalna





wtorek, 12 grudnia 2017

Publikacja na portalu "Polonia-Viva"

Na portalu "Polonia-Viva" - internetowym portalu niemieckiej Polonii, którego głównym celem jest informowanie Polaków mieszkających w Niemczech o ważnych wydarzeniach kulturalnych, politycznych i społecznych - ukazał się w tych dniach mój felieton "Rozważania o emigracji", który napisałem w związku z przypadającym 18 grudnia każdego roku Międzynarodowym Dniem Migrantów.





Waldemar Kostrzębski - Rozważania o emigracji (fragment)

Na początek krótka osobista dygresja: od prawie 30 lat mieszkam poza granicami Polski lecz nadal patrzę na otaczający mnie świat słowiańskimi oczami i ... jest mi z tym dobrze. Nie oznacza to jednak, że jestem jakimś polskim separatystą zamieszkałym na stałe w Niemczech, podporządkowującym swoje życie tylko i wyłącznie polskim tradycjom, polskim zwyczajom i polskiemu językowi, odczuwającym jednocześnie niechęć do kultury kraju w którym żyje oraz jego tradycji. Jest wręcz przeciwnie. Jestem człowiekiem w pełni zintegrowanym, w tym bardzo pozytywnym tego słowa znaczeniu, który czerpie pełnymi garściami z obu kultur, tradycji i języków. Wiem gdzie są moje korzenie ale także wysoko cenię sobie nowe wartości, o jakie wzbogaciło się moje życie w kraju osiedlenia. Emigracja niesie ze sobą wiele pułapek ale jednocześnie jest wyzwaniem i inspiracją życiową... cały felieton dostępny jest pod tym linkiem, bezpośrednio na stronach portalu "Polonia-Viva"


sobota, 9 grudnia 2017

Krótka rozprawa o stanie współczesnej poezji

Specyficzność poezji zawiera się w tym, że wyrażane są w niej uczucia, które w życiu codziennym są zaniedbywane, niedoceniane lub niezauważane. Posiadanie i okazywanie uczuć jest w dzisiejszym świecie czymś niedzisiejszym, staromodnym, nie pasującym do czasu, czymś co przeszkadza koncentrować się na pracy; uczucia rozpraszają uwagę i nie pozwalają na odpowiednią wydajność. Ale człowiek nie jest maszyną i nie wytrzymuje życia w emocjonalnej pustce, dlatego nosi w sobie, świadome lub nieświadome pragnienie aby doświadczyć czegoś wielkiego i poczuć się wręcz przytłoczonym tym wielkim energetycznym uczuciem. Wiersze są w stanie obudzić tę uśpioną wrażliwość i porwać czytelnika w szaleństwo uczuć i przeżyć, które mogą wyeliminować z jego pamięci, choćby na krótką chwilę, codzienne troski i zmartwienia, zawodowy stres i niezadowolenie. Jest tylko jeden mały problem, który tkwi w tym, że idealny stan relacji między wierszem a czytelnikiem można osiągnąć tylko wtedy, jeżeli czytelnik przyzwyczajony jest do czytania poezji i potrafi czytać "pomiędzy wersami". Oczytanie daje czytelnikowi szansę na odkrycie sensu wiersza, bo tylko tradycja czytania poezji wyostrza u czytelnika wszystkie zmysły, pozwala na dostrzeżenie najdrobniejszych niuansów oraz zrozumienie puenty i przesłania. Zasadniczym sensem poezji jest zamierzony efekt poety, który chce swoim wierszem ofiarować czytelnikowi choćby cień poczucia szczęścia. Poezja jest bardzo ulotna i mało medialna, to sztuka bardzo elitarna, bo adresowana do indywidualnego czytelnika, ergo trudna i wymagająca, na dodatek takie zjawisko jak wydawniczy bestseller w poezji nie istnieje w ogóle, więc reklama poezji jest niemożliwa. Moim zdaniem nie ma dzisiaj żadnego kryzysu literatury, jest natomiast kryzys czytelnictwa. Nie ma także kryzysu poezji, bo to, co nazywamy kryzysem poezji jest w rzeczy samej kryzysem społeczeństw, których potrzeba czytania i zdolność rozumienia poezji nie nadąża za rozwojem tejże poezji w ciągu ostatnich kilku dziesięcioleci. Dla współczesnego czytelnika poezja jest bardziej brzydszą niż piękniejszą sztuką. Wydawcy, księgarze i czytelnicy niemieccy unikali poezji dotychczas całkiem otwarcie. Ale w Niemczech zmienia się ostatnio, powoli ale bardzo wyraźnie, nie tylko  sam stosunek do poezji ale także potrzeba wydawania poetyckich tekstów w wydawnictwach zwartych. Wiele wydawnictw niemieckich zabiega wprost o młodych poetów, których próbuje odkrywać, promować i wydawać.  Takie inicjatywy jak np. Berliński Festiwal Poezji (Poesiefestival Berlin), który stara się od siedemnastu lat nadawać najstarszej sztuce językowej nowe znaczenia i nowe formy przekazu, pomagają przeciwstawić się złemu wizerunkowi poezji. Stolica Niemiec zamienia się każdego roku latem na dziesięć dni w twierdzę poezji. Ponad 150 poetów i artystów z całego świata przyjeżdża na Festiwal Poezji w Berlinie i prezentuje aktualne tendencje współczesnej poezji. Osiem do dwunastu tysięcy widzów i słuchaczy gromadzą wszystkie imprezy festiwalu każdego roku. Czy to wystarczy? Tego nie wiem ale wiem, że liczy się każda inicjatywa i każda wydana książka. Ja w każdym razie nie ustaję w moich wysiłkach.


sobota, 2 grudnia 2017

Miłość i hormony

Zakochanie wywołuje w naszym mózgu gwałtowną burzę chemiczną. I nawet, jeżeli później szalone emocje trochę osłabną, to hormony nadal odgrywają w tym procesie decydującą rolę. Naukowe spojrzenie na romantyczną miłość jest trzeźwe a także dla wielu ludzi otrzeźwiające, ponieważ uczucie, które trzepocze w brzuchu świeżo zakochanych motylami, jest zdaniem naukowców tylko wynikiem działania  hormonalnego koktajlu. Miłość pomiędzy kobietą a mężczyzną, to w rzeczy samej bardzo przydatna ewolucyjnie iluzja, służąca faktycznie tylko reprodukcji. Nasze subiektywne doświadczenia, wzruszenia i emocje ale także wizje przekazywane nam w sztuce, że to serce jest źródłem miłości, nie znalazły potwierdzenia w żadnych badaniach. Jedynym miejscem tych romantycznych wydarzeń jest nasz mózg. Szczególnie w fazie szalonego zakochania, mózg wytwarza ogromne ilości dopaminy, która uważana jest za hormon szczęścia. Ale dopamina odgrywa aktywną rolę nie tylko w stanach euforii ale także w uzależnieniach. Zakochanie jest zatem formą obsesji ale nie trwa nieskończenie długo, ponieważ stanowiłoby to wielkie zagrożenie dla funkcjonowania naszego organizmu. Po burzliwych miesiącach zakochania następuje osłabienie tego szaleństwa, co wynika ze wzmożonej produkcji oksytocyny, hormonu który buduje zaufanie do ludzi, wskazuje na ich szczególną atrakcyjność oraz promuje długoterminową więź i lojalność. Zatem o miłości i przywiązaniu decyduje biologiczny koktajl w naszym mózgu złożony z: dopaminy, adrenaliny, testosteronu, serotoniny, oksytocyny, wazopresyny i kilku innych. Ale ten hormonalny koktajl jest tylko konsekwencją a nie przyczyną, ponieważ miłość jest bardzo złożonym i nie do końca zrozumiałym procesem z wieloma aspektami. Czy tylko hormony są odpowiedzialne za największe misterium w ludzkim życiu? Co jest tą początkową iskrą powodującą, że sam widok i zapach pewnej osoby, jej głos i sposób zachowania wywołują zauroczenie i zakochanie? Tego nikt tak naprawdę nie wie. Zbieg okoliczności, stan psychiczny ale także pewna odrobina mistycyzmu potrzebne są do zakochania. Ale kto kocha wie, że to, czego właśnie doświadcza, to jest magia, która pozwala przenosić góry i że samą biochemią wytłumaczyć tego nie można.  Jedno jest pewne, że mózgi ludzi, którzy są ze sobą szczęśliwi, produkują bardzo długo hormon szczęścia czyli dopaminę. W długotrwałym związku jest to nie tylko ważne ale wręcz konieczne. Czy istnieje wieczna miłość? Wydaje się - choć tutaj zdania są mocno podzielone - że wieczna miłość istnieje naprawdę. W szczęśliwym związku dwojga ludzi wyraża się ona skłonnością obu partnerów do synchronicznego rozwoju w tym samym kierunku, myśli i uczucia partnerów pokrywają się ze sobą, żaden z nich nie rozlicza drugiego z dawania i brania; chociaż trzeba przyznać, że równowaga w tym temacie jest podstawą wspaniałych relacji pomiędzy partnerami. Prawdziwa miłość to silna więź emocjonalna, lojalność wobec partnera, wzajemna tolerancja i zaufanie ale także pragnienie dawania bez oczekiwania na rewanż oraz - co chciałbym bardzo podkreślić - osobiste poczucie wolności obu partnerów. Miłość nie jest czymś oczywistym, to codzienny i nieustanny trud pielęgnowania i dostrajania uczuć aby uzyskać potrzebną harmonię do budowania szczęśliwej wspólnoty dwojga, jakże różnych, ale pragnących siebie ludzi.
Tęsknota za wielką miłością i pragnienie jej przeżycia są w nas głęboko zakorzenione ale niestety nie każdemu jest dane, aby przeżyć tą jedyną, niepowtarzalną, prawdziwą i nieustającą miłość i cieszyć się nią długie lata, może nawet do końca życia.

Bonus muzyczny
Dzięki uprzejmości Mirka Suligi, który wyraził zgodę na tę prezentację, mogę przedstawić dzisiaj piękną piosenkę w wykonaniu grupy "Wędrowne Gitary", która, moim skromnym zdaniem, świetnie pasuje zarówno swoim muzycznym klimatem jak melancholijnym tekstem do tematu dzisiejszego posta.

"Pokochaj mnie następnym razem" - muzyka Mirosław Suliga, słowa Mirosław Suliga
Wędrowne Gitary w składzie:
Mirosław Suliga - wokal, gitary akustyczna i elektryczna
Jarosław Chudziński - gitary akustyczna i elektryczna
Dariusz Jedut - gitara basowa
Grzegorz Wnęk - instrumenty perkusyjne





poniedziałek, 27 listopada 2017

Radio Flora w Hanowerze zaprasza na kolejną, nie tylko polonijną audycję "Gadu Gadu"

Zapraszam w najbliższą sobotę, 2 grudnia 2017 roku o godzinie 12.00, do wysłuchania audycji w języku polskim, emitowanej na antenie Radia Flora w Hanowerze. W audycji przygotowanej i prowadzonej przez jej autorkę Grażynę Kamień-Söffker, będzie można wysłuchać m.in. mojego felietonu o emigracji, w którym opowiem o zagrożeniach i sukcesach, o zyskach i stratach oraz o trudach i radościach wynikających z emigracji, który przygotowałem w związku z obchodzonym 18 grudnia każdego roku Międzynarodowym Dniem Migrantów.




Pod tym bezpośrednim linkiem znajduje się niemieckojęzyczna strona Radia Flora. Tam można wysłuchać tej audycji nas żywo w sobotę lub jako powtórkę w następujący po niej poniedziałek. Player znajduje się w prawym, górnym rogu strony.

czwartek, 23 listopada 2017

Minimalizm receptą na szczęście?

Książka Fumio Sasaki "Pożegnanie z nadmiarem: minimalizm japoński", którą przeczytałem jedynym tchem,  zaintrygowała mnie i pobudziła moją ciekawość. Fumio Sasaki to młody Japończyk, redaktor w jednym z dużych wydawnictw w Kioto, zestresowany, niepewny siebie, poszukujący szczęścia w konsumpcji, postanowił diametralnie zmienić swoje życie, wyrzucając ze swojego mieszkania wszystkie niepotrzebne rzeczy i ograniczając ich ilość do niezbędnego minimum. Autor stara się odpowiedzieć na pytanie, dlaczego współcześni ludzie mierzą swoją wartość według rzeczy, które posiadają. Autor dzieli się swoimi doświadczeniami i przemyśleniami, jak można przeprowadzić cały proces minimalizacji tak, aby nie wpaść z deszczu pod rynnę. Fascynująca lektura, ale przy całej mojej sympatii dla tego zjawiska (trendu, idei, sposobu na życie) uważam, że chyba nie jestem w stanie tak dalece zminimalizować mojego życia i stanu posiadania, aczkolwiek sam pomysł ograniczenia konsumpcji uważam za ważny i wcielam go w życie już od jakiegoś czasu. Mniej jest zawsze więcej, dotyczy to nie tylko rzeczy, które posiadamy ale także słów, które wypowiadamy i czynności, które wykonujemy. Po lekturze tej książki doszedłem do jedynego, słusznego wniosku, że autor tej książki ma pełną rację twierdząc, że na naszej drodze do szczęścia stoją wszystkie te rzeczy, których jeszcze nie posiadamy. Koniecznie i za wszelką cenę chcemy je zdobyć a  gdy już je zdobędziemy, stwierdzamy po chwili, że te rzeczy szczęścia nam nie przyniosły i szukamy nowych, które już na pewno przyniosą nam to wymarzone szczęście. Powielamy to tak długo, aż w końcu stajemy się niewolnikami wszystkich tych rzeczy, które zebraliśmy, i rzeczy te zaczynają nami rządzić. Tym samym, tracimy bezpowrotnie naszą wolność, otoczeni rzeczami, które tylko pozornie są dla nas wartościowe, w rzeczywistości są one tylko symbolami, świadczącymi  o naszym statusie społecznym i stanie posiadania ale nie mającymi nic wspólnego z naszym osobistym poczuciem szczęścia. Po zakończeniu lektury uświadomiłem sobie bardzo wyraźnie, że odwieczny konflikt, być albo mieć, jest rozwiązalny ale wymaga od człowieka ogromnego wysiłku i samozaparcia w realizacji. Zachęcam do lektury tej książki, która może stać się dla każdego czytelnika źródłem nowych inspiracji życiowych.



sobota, 18 listopada 2017

Kto czyta dzisiaj poezję?

Z najnowszego raportu Biblioteki Narodowej wynika, iż zaledwie 13% Polaków czyta regularnie książki i prasę, tylko 10% przeczytało w ubiegłym roku więcej niż 7 książek ale ponad 63% nie przeczytało ani jednej. Dane statystyczne, które potwierdzają bardzo niskie czytelnictwo w Polsce - notabene nie przynoszące nikomu  chwały i utrzymujące się od kilku lat na podobnym niskim poziomie - stały się bazą dla moich dzisiejszych rozważań. W świetle tego raportu nie powinno nikogo dziwić, iż poezja przekształca się powoli ze sztuki elitarnej w sztukę marginalną. Wiersze, zwłaszcza te współczesne, czytane są wyłącznie przez nielicznych miłośników poezji i pracowników akademickich, zajmujących się zawodowo literaturą. Zatem pytanie "kto czyta dzisiaj poezję?" jest pytaniem zasadnym. Wydaje się, że na tę formę literatury, jaką jest poezja, nie ma już miejsca we współczesnym świecie a na renesans poezji nie ma co liczyć. Trochę to dziwne, ponieważ poezja, ze swoją kondensacją myśli, wydaje się być bardzo adekwatna do dzisiejszych, niezwykle szybkich czasów. To symboliczne wręcz zagęszczenie słów, które tworzą sztukę poetycką, jest jednym z najstarszych osiągnięć kulturalnych cywilizacji. Wszystko wskazuje na to, że poezja nie ma już szans wyrwać się ze swojej niszy. Współczesna poezja jest zbyt trudna, zbyt nieprzenikniona i zbyt hermetyczna, i najwyraźniej nie zyskuje wiarygodności w społeczeństwie. Dlaczego ludzie tak rzadko interesują  się poezją? Dlaczego książka, jako nośnik nadal istotnych wartości uniwersalnych, nie potrafi odciągnąć społeczności internetowej od forów wirtualnych i przyciągnąć do księgarni i bibliotek? Na te pytania nie potrafię niestety odpowiedzieć. Faktem jest, że rynek wydawniczy jest bardzo trudny a liczne, małe wydawnictwa nie mają ani siły przebicia ani dużych pieniędzy ani nie chcą podejmować finansowego ryzyka, związanego z publikacją dzieł poetyckich.  Być może jedyną szansą jest Internet, który pomaga dotrzeć do  nowych czytelników, ale tak po prawdzie, jeżeli ktoś chce się na poważnie zmierzyć z dziełem literackim, nie może ominąć książki, która jest nośnikiem tego dzieła.

Podsumowując powiem tak: poezja jest bardzo szczególnym rodzajem sztuki a wiersze szczególnie dobrze nadają się do wyrażania nastrojów i uczuć w sposób, który jest w innej formie prawie niemożliwy. To nieprawda, że wszystko zostało już powiedziane; poeta musi poszukiwać nowych form wypowiedzi i tematów, i opowiadać w taki sposób, w jaki nie zostało to jeszcze nigdy opowiedziane oraz powinien swoim wierszem oddziaływać na czytelnika tak, jakby to była najbardziej naturalna rzecz na świecie a której on czytelnik nie zauważył dotychczas tylko przez nieuwagę. Innymi słowy, talent poety polegać musi na postrzeganiu tego, co niezwykłe w zwykłym a nie tylko w wyrażaniu zwykłego w niecodzienny sposób, bo dobry wiersz, to wiersz bezpretensjonalny ale wyczerpujący, wielowarstwowy ale nie arbitralny. I chociaż pokusa jest wielka, aby - wyolbrzymiając cały problem - z podniesionym palcem wskazującym odgrywać moralnego apostoła, to jednak ja oprę się tej pokusie, ponieważ uważam, że poezja musi się obronić sama,  niemniej zachęcam wszystkich do czytania poezji i szukania właśnie takich wierszy.



sobota, 11 listopada 2017

Mężczyźni i łzy

To, co wydaje się być nieograniczonym prawem kobiet, pozostaje dla mężczyzn tematem tabu, szczególnie w obecności innych ludzi. Silna płeć nie powinna pokazywać swojej słabej strony, to takie niemęskie i wstydliwe. Dla wielu mężczyzn łzy są mocno krępujące, co wykazały wielorakie studia. Ale dlaczego męskie łzy są takie wyjątkowe? Badania opinii publicznej wskazują, że kobiety płaczą średnio raz lub dwa razy w miesiącu a mężczyźni najwyżej dwa razy w roku, i to tylko w przypadkach bolesnych rozstań, innych ciężkich strat lub sportowych porażek. Natomiast kobiety płaczą także z gniewu lub przeciwnie, z błahej przyczyny np. bezsilności. Taki opór ze strony mężczyzn jest podyktowany bardzo wczesnym wychowaniem w rodzinie. Wielu badanych twierdziło, że już w dzieciństwie uczeni byli, że mężczyzna nie powinien pokazywać swoich uczuć. A dla większości mężczyzn po 50-tce obowiązują nadal mocno zakorzenione, stereotypowe powiedzonka typu "prawdziwi mężczyźni nie płaczą" czy "Indianie nie znają bólu", które pozostają ważne prawie do końca ich życia. Wielka szkoda, że takie postawy pokutują do dzisiaj, bo trzeba pamiętać, że płacz ma bardzo pozytywne własności. Eksperci twierdzą, że na skutek negatywnych emocji np. smutku, złości, zazdrości czy porażki uwalniają się w naszym organizmie pewne białka, które mogą wywoływać nawet stany chorobowe, jeżeli te sytuacje trwają zbyt długo. A przecież łzy mogą bardzo łatwo wypłukać te szkodliwe substancje z organizmu i uwolnić od napięć, przynajmniej częściowo.  Ja osobiście wzruszam się nader często przy różnych okazjach, szczególnie podczas pisania tekstów poetyckich, co ułatwia mi bardzo kreatywną pracę. Mam wrażenie, że moje łzy przenoszą mnie w inny wymiar, w inny czas, w inny świat. Wspominałem już kiedyś, że do pisania potrzebne mi są: samotność, bezwzględna cisza i wzruszenie, a łzy są w tym procesie niezwykle potrzebne, wręcz nieodzowne, jeżeli w grę wchodzą teksty mocno liryczne. Wyobraźnia podsuwa mi obrazy, raz smutne, raz wesołe a wilgotne oczy świadczą o stanie wzruszenia i gotowości do pisania. Zatem łzy są dla mnie środkiem transportu dla moich uczuć. Kto potrafi płakać, potrafi wyrazić łzami swoją złość lub radość, nieszczęście lub szczęście, rozpacz lub wzruszenie. Niestety, impuls do produkcji łez powstaje w centralnym systemie nerwowym i dlatego nasza podatność na te impulsy jest zależna od naszej wrodzonej wrażliwości i wyuczonej czy odwzorcowanej postawy. Podsumowując powiem tak: kobiety są bardziej pragmatyczne od mężczyzn, pozwalają sobie na uzewnętrznianie swoich emocji, dlatego jest im łatwiej uporać się z wszelkimi emocjami oraz z rozładowaniem napięć. Płacz to bardzo ludzkie uczucie, które świadczy, że czujemy i jesteśmy wrażliwi. Nie tłummy zatem łez w sobie, pozwólmy im płynąć swobodnie.



środa, 8 listopada 2017

Listopadowa audycja Grażyny Kamień-Söffker na antenie Radia Flora. Hanower, 4.11.2017

Kolejna audycja "Gadu Gadu" autorstwa Grażyny Kamień-Söffker na antenie hanowerskiego Radia Flora była poświęcona Bolesławowi Leśmianowi. W programie rozmowa Grażyny Kamień-Söffker z Magdaleną Telus o Roku Leśmianowskim oraz o jej nowym projekcie artystycznym, który przygotowuje wraz z bratem Jackiem Telusem, mój felieton o Bolesławie Leśmianie, w którym przypominam sylwetkę tego genialnego, niepokornego i niezwykle lirycznego poety, felieton Izabeli Nawrat o znaczeniu poezji Bolesława Leśmiana, w odpowiedzi na pytanie "dlaczego czytam Leśmiana?" oraz rozmowa w Saloniku Literackim o książce Mariana Pilota "Niebotyki". Dzisiaj publikuję pełny zapis tej audycji, którą można wysłuchać także w zakładce Programy radiowe.

Pełny zapis audycji "Gadu Gadu" na antenie Radia Flora, wyemitowanej 4 listopada 2017





sobota, 4 listopada 2017

Droga jest celem

W buddyjskiej filozofii Zen droga i cel stanowią jedną, nierozłączną całość. Innymi słowy, nie cel jest najważniejszy lecz sama droga, bo to droga ma być naszym celem. Nie jestem człowiekiem, który chętnie rozdaje innym ludziom "dobre rady", dlatego nie będę nikogo namawiał do zainteresowania się tą filozofią. Zamiarem moim jest wskazanie wielkiego znaczenia tej mądrości i skutków, jakie niesie ze sobą jej właściwe zrozumienie. Aby właściwie zrozumieć, czym naprawdę jest życie i docenić je należycie, trzeba nauczyć się nim rozkoszować tak, aby w pełni doświadczyć cudu życia, z jego wszystkimi przyjemnościami i troskami. W zrozumieniu nie pomaga racjonalne myślenie - moim zdaniem tradycyjny sposób myślenia wręcz przeszkadza - ale wewnętrzna medytacja i pełna świadomość naszej jedności ze wszechświatem i wszystkim co ten wszechświat stanowi. Poszukiwanie szczęścia należy rozpocząć do siebie, od zrozumienia swojej jaźni (przeważająca większość ludzi szuka szczęścia na zewnątrz a nie w sobie). Droga jest celem - cóż oznacza to w praktyce? Osobiście uważam, że jak długo świadomie podążamy drogą do celu - ale tak aby nigdy nie utracić tego celu z oczu -  tak długo przesuwamy horyzont o ten sam, kolejny krok do przodu. To droga stanowi nasze codzienne szczęście i radość a nie wyznaczony cel, który jest w rzeczy samej naszym końcem. W końcu jednak kiedyś do niego dojdziemy ale czerpiąc radość z banalnych czynności i sytuacji, przedłużamy tę drogę w naszej wyobraźni w nieskończoność.


poniedziałek, 30 października 2017

Radio Flora w Hanowerze zaprasza na specjalne wydanie audycji "Gadu Gadu" poświęcone Bolesławowi Leśmianowi

Zapraszam w najbliższą sobotę, 4 listopada 2017 roku o godzinie 12.00, do wysłuchania audycji w języku polskim, emitowanej na antenie Radia Flora w Hanowerze. W audycji przygotowanej i prowadzonej przez jej autorkę Grażynę Kamień-Söffker, będzie można wysłuchać m.in. mojego felietonu, w którym przypomnę sylwetkę genialnego poety Bolesława Leśmiana oraz zaprezentuję, po raz pierwszy w polonijnym radiu, najnowszą piosenkę Mirka Suligi "Po ciemku, po ciemku łkasz", którą Mirek skomponował do wiersza Bolesława Leśmiana pod tym samym tytułem i wspaniale zrealizował muzycznie.




Pod tym bezpośrednim linkiem znajduje się niemieckojęzyczna strona Radia Flora. Tam można wysłuchać tej audycji nas żywo w sobotę lub jako powtórkę w następujący po niej poniedziałek. Player znajduje się w prawym, górnym rogu strony.

czwartek, 19 października 2017

Jaką rolę pełnią dziadkowie we współczesnej rodzinie?

Zostałem ponownie dziadkiem, już po raz trzeci. Jest to oczywiście powód do wielkiej dumy i bezgranicznej radości, ale także doskonała okazja aby zastanowić się nad rolą dziadków (mam tu na myśli zarówno babcie jak dziadków) we współczesnej rodzinie. Rola dziadków w ostatnich 50 latach zmieniła się i uległa znacznemu przewartościowaniu. Jest to oczywiście moja własna ocena, wynikająca z moich obserwacji i doświadczeń. Rodziny wielopokoleniowe w krajach rozwiniętych należą do rzadkości, ponieważ wszyscy chcą być dzisiaj niezależni i stanowić o sobie. Fakt ten ma ogromny wpływ na postrzeganie roli dziadków, których bardzo często dzielą spore ilości kilometrów od ich wnuków, co ma duży wpływ na częstotliwość i jakość kontaktów między nimi a wnukami. Jedno jest pewne - i to nie zmieniło się nigdy - dziadkowie spełniają nadal ważną rolę w wychowaniu nowego pokolenia, ponieważ ich doświadczenia życiowe potrzebne są ich wnukom w procesach wychowania, dorastania i dojrzewania do samodzielnego życia. Miłość dziadków jest niezbędna, chociaż inna niż miłość rodziców, którzy koncentrują swoje wysiłki przede wszystkim na zapewnieniu dzieciom odpowiedniego standardu życia. Wymiana doświadczeń - rozumianych wielopokoleniowo i porównawczo - to radość i zysk dla obu stron; dla wnuków okazja do zaspokojenia ciekawości świata i poznanie np. wielu ciekawych historii rodzinnych a dla dziadków możliwość nowego spojrzenia na świat młodymi oczami ich wnuków. 
Podsumowując te krótkie rozważania, trzeba powiedzieć, że rolą dziadków jest nadal kochanie, rozpieszczanie i przekazywanie wiedzy i doświadczeń życiowych swoim wnukom. Ale bycie babcią i dziadkiem we współczesnej rodzinie nie jest już obowiązkiem, jest raczej przywilejem. Współcześni dziadkowie są bardziej aktywni, zarówno zawodowo jak społecznie, posiadają wiele zainteresowań i pasji i chcą się w nich nadal spełniać, co przekłada się bezpośrednio na ich rozumienie własnej roli w rodzinie i szerzej w społeczeństwie oraz jej realizację.

Dzisiaj chciałbym przypomnieć wiersz, który napisałem kilka lat temu, pod wpływem wielkich emocji związanych z narodzinami mojego pierwszego wnuka.



czwartek, 12 października 2017

Starość nie radość

Proces starzenia się jest dla człowieka bezlitosny. Im jesteśmy starsi, tym więcej zmian zachodzi w naszym organizmie: oczy zawodzą, słuch słabnie, skóra delikatnieje, włosy się przerzedzają, metabolizm powolnieje, kości stają się kruche, naczynia krwionośne stają się mniej wydolne, pamięć słabnie i nasilają się problemy z koncentracją. Mnie ten temat mocno zajmuje, ponieważ obraz samego siebie, który noszę w sobie, nie odpowiada już niestety obrazowi, który widzę w lustrze. Człowiek konserwuje w sobie obraz samego siebie, który nie odpowiada prawdzie. Człowiek młody nie ma świadomości, że jest młody i że znajduje się właśnie w najlepszym okresie swojego życia. Natomiast człowiek starzejący się nie chce przyjąć tego faktu do wiadomości lub kompletnie go odrzuca, ponieważ prawda jest trudna do zniesienia, dla jednych mniej, dla innych więcej. Czas mija niestety bardzo szybko, procesu starzenia się nie można oszukać ani młodzieżowym strojem, ani nowym, sportowym samochodem, ani żadną operacją plastyczną. Dolegliwości związanych ze starzeniem się organizmu nie da się uniknąć ale można się do tych zmian przygotować tak, aby radzić sobie z nimi całkiem sprawnie, gdy nadejdzie czas jesieni życia. Przy czym, sprawność naszego umysłu, i to należy mocno podkreślić, jest równie ważna jak sprawność fizyczna. Obie sprawności można ćwiczyć i wzmacniać, należy tylko znaleźć odpowiednią do naszego temperamentu i osobowości formę. I najważniejsze na koniec, trzeba koniecznie chcieć wziąć odpowiedzialność za swoją sprawność na starość i starać się z żelazną konsekwencją utrzymać tę sprawność. Pozytywne nastawienie do życia, wola walki z przeciwnościami, świadomość zachodzących w nas procesów i umiejętność trzymania ich w szachu, dobry humor na co dzień, sprawność intelektualna i fizyczna oraz wielorakie hobby i zainteresowania sprawiają, że nasze życie nie straci nic na jakości, pomimo potęgującego się ciężaru lat na naszym karku. Moja recepta na starzenie się jest bardzo prosta:  dla mnie zawsze świeci słońce, bez względu na aktualną pogodę, jeżeli nie za oknem, to co najmniej we mnie samym. Słowa niezapomnianej piosenki "Kuplety starszych panów" autorstwa niezapomnianych twórców "Kabaretu Starszych Panów" Jeremiego Przybory  i Jerzego Wasowskiego  wziąłem sobie dosłownie do serca. To działa! I to jak działa! Tym, którzy nie pamiętają, przypomnę jak brzmi refren tej piosenki:
"Starsi panowie, starsi panowie, starsi panowie dwaj
Już szron na głowie, już nie to zdrowie a w sercu ciągle maj
Starsi panowie, starsi panowie, starsi panowie dwaj
Już szron na głowie, już nie to zdrowie a w sercu ciągle maj"


wtorek, 26 września 2017

Poezja i polityka

Lubię rozmawiać o polityce, ponieważ uważam, że żyjąc w demokratycznej Europie, mam obowiązek interesować się polityką, która ma zasadniczy wpływ na tę demokrację i jej kierunki rozwoju. Żyję w Niemczech, tu pracuję i płacę podatki, dlatego czynnie uczestniczę w wyborach parlamentarnych. Demokracja działa tylko wtedy, gdy większość obywateli czynnie w niej uczestnicząc, tworzy opinię polityczną, przez co kształtuje i wpływa na tę demokrację. Ale na tym kończy się moja polityczność, ponieważ już dawno temu zdecydowałem się nie tracić mojego czasu i energii na pracę dla jakiejkolwiek partii politycznej i jej partyjnego programu.  Zdecydowanie opowiadam się za moją nieaktywną rolą. Mój czas i energię poświęcam ulepszaniu tego świata (ale niekoniecznie politycznie) we wszystkich sprawach, tematach i w miarę moich możliwości. Niemniej muszę zauważyć, że sytuacja polityczna w Niemczech zmieniła się po tegorocznych wyborach diametralnie. Arogancja elit politycznych i ich samozadowolenie otrzymały od społeczeństwa czerwoną kartkę. Media na całym świecie analizują powstałą sytuację i motywacje wyborców, więc nie będę się tutaj powtarzał. Od siebie dodam, iż moim zdaniem bardzo trudna i w zasadzie jedyna możliwa opcja koalicyjna – Unia Chrześcijańsko-Demokratyczna (CDU), Unia Chrześcijańsko-Społeczna (CSU), Wolna Partia Demokratyczna (FDP) i Związek Partii Ekologicznych (Bündnis 90/Die Grünen) jest szansą dla Niemiec na szeroko idące polityczne zmiany, rozstrzygające o przyszłości tego kraju. Socjaldemokratyczna Partia Niemiec (SPD) zdecydowała się na przejście do opozycji, co jest moim zdaniem bardzo rozsądne i potrzebne, aby wzmocnić i ożywić dyskusję polityczną w niemieckim parlamencie, ponieważ silna opozycja parlamentarna jest nieodzowna dla właściwych decyzji politycznych, zapadających w tym parlamencie.

Ale co ma wspólnego polityka z poezją? W historii Polski były wielokrotnie czynione  próby mieszania polityki do poezji. Ale każde pisanie pod polityczne dyktando paliło zawsze na panewce. Ponieważ politykę od ideologii dzieli zaledwie tylko kilka kroków, taka ideologiczna poezja jest zawsze słaba i mdła. Polityka wyznacza kierunki rozwoju świata ale poezja już nie. Poezja nie zmieni świata, ponieważ jest zbyt elitarna i dla wielu współczesnych, zestresowanych, zapracowanych i zalatanych ludzi zbyt trudna. Dlatego poezja musi pozostać taka magiczna i wrażliwa, apolityczna lecz zaangażowana, niezależna lecz pełna życia, po wsze czasy, ponieważ jej upolitycznienie ogranicza niepotrzebnie każdego poetę, co szkodzi zarówno samej polityce jak poezji. Ja pozostaję apolityczny acz zainteresowany a ulepszanie świata rozpoczynam od patrzenia się ludziom w oczy i uśmiechania się do nich na ulicy.



niedziela, 24 września 2017

W poszukiwaniu sensu życia - energia życiowa

Myślę, że większość ludzi nie zdaje sobie sprawy z tego, że wszystko co w nas i wokół nas to energia, która permanentnie na nas oddziałuje. Nie możemy oczywiście tej energii zobaczyć ale możemy ją odczuć na różne sposoby, np. jeżeli ktoś przy nas ziewa, ziewamy i my, odruch ten udziela się nam podświadomie, albo wchodzimy do  pomieszczenia pełnego ludzi, w którym panuje ciężka atmosfera, odnosimy szybko wrażenie, że coś tu nie gra i najchętniej opuścilibyśmy natychmiast takie pomieszczenie. Oznacza to, że odczuwamy bardzo wyraźnie tego typu wibracje; potrafimy je odbierać i interpretować. Rodzimy się i otrzymujemy pewien zapas energii, pochodzącej częściowo od naszych rodziców, dziadków, pradziadków. Co to oznacza dla nas i dla naszego dalszego życia? Dlaczego jesteśmy tacy, jacy jesteśmy? Czego rezultatem jest nasze myślenie, działanie, odczuwanie? Zasada zachowania energii mówi, że energia nie ginie, tylko zmienia swoją postać. Od urodzenia jesteśmy naładowani energią, która może być zarówno energią pozytywną - wtedy działa ona na naszą korzyść - jak negatywną, ponieważ kiedyś wydarzyło się w naszej rodzinie coś, co miało daleko idący wpływ na dalsze pokolenia, np. tragiczne przeżycia wojenne, gwałt psychiczny lub fizyczny, ciężka depresja, chorobliwe fobie czy inne traumatyczne wydarzenia itd. Głębokie rany psychiczne to negatywna energia, która przekazywana jest dalej. Symptomy tych negatywnych wibracji działają na nas bardzo różnie, najczęściej także negatywnie. To nas obciąża, ma wpływ na nasze zachowania i nasze reakcje. To wszystko prawda, ale w naszych rękach znajduje się narzędzie do kształtowania energii, szczególnie tej negatywnej, tak aby tylko niewiele z niej było przekazane naszym potomnym. Jeżeli odczuwamy wpływ negatywnej energii, pochodzącej od wcześniejszych pokoleń, oznacza to, że ci ludzie nie mieli świadomości, jak bardzo mogą obciążyć kolejne pokolenia i nie zrobili nic, aby zmniejszyć jej moc. Kluczem do obróbki negatywnej energii, kumulującej się w nas w efekcie tragicznych wydarzeń, tak aby nie obciążała naszych dzieci, wnuków i prawnuków, jest odwaga i chęć jej przeformowania, np. poprzez rozmowy i inne działania terapeutyczne. Wszelka energia (zatem także energia negatywna) nigdy nie gnie, tylko zmienia swoją postać (może zatem równie dobrze przekształcić się w energię pozytywną). Wszystko zależy od naszej dobrej woli aby wykorzystać wszystkie możliwości, przeformatowania energii. Kto żyje zgodnie z samym sobą i potrafi kanalizować negatywne emocje, przygnębiające przeżycia, fobie i strachy, tak aby jego samego więcej nie obciążały, to nie przekazuje tej energii dalej kolejnym pokoleniom. Ja sam staram z pełną świadomością oraz z żelazną konsekwencją blokować negatywną energię (wszelkie jej formy), zarówno tę wewnętrzną, którą sam mogę emanować ale także tę zewnętrzną, na której działanie narażony jest mój organizm, co sprawia, że mój wewnętrzny spokój nie jest zbyt często zakłócany; co daje w konsekwencji stabilizację psychiczną, życiowe zadowolenie i spełnienie, szansę na odkrywanie nowych pokładów kreatywności we mnie samym oraz codzienną radość i satysfakcję życiową.



piątek, 15 września 2017

Szarlotka na ciepło

Szarlotka na kruchym spodzie jest fantastycznym ciastem, szczególnie gdy jest podana jeszcze lekko-ciepła z kleksem zimnej, świeżo ubitej śmietany. Nie wiem skąd  moja małżonka Halina wytrzasnęła przepis na to ciasto ale wiem, że nie jest wcale trudny do wykonania a gotowe ciasto smakuje wybornie. Jabłek na to ciasto jednakże nie kupujemy ani w sklepie, ani na jarmarku lecz sami zbieramy w starym, opuszczonym i zapomnianym sadzie, dokąd specjalnie w tym celu jeździmy na rowerach 11 kilometrów - zbierane przez nas jabłka to dwie bardzo stare odmiany, mnie osobiście nieznane; tak do jedzenia nie bardzo się nadają ale uduszone do miękkości z cukrem i szczyptą cynamonu sprawiają, że szarlotka ma niepowtarzalny smak. Nienarzucająca się w ustach słodkość uduszonych jabłek równoważona jest ich wyraźną kwasowością.  Ta bezpretensjonalna równowaga słodkości i kwasowości tworzy z kruchym ciastem nierozłączną, jednorodną i niepowtarzalną całość, co powoduje bardzo szybko bezgraniczne uzależnienie i brak kontroli spożycia. Krótko mówiąc, to ciasto to niebo w gębie, które smakuje szczególnie dobrze, gdy na dworze panują deszcz, zawierucha i dokuczliwe zimno. Do takiego ciasta najlepiej smakuje kawa, zaparzona prawdziwie po turecku w tygielku. Dzisiaj zapraszam na poetycką szarlotkę - wiersz, w którym szarlotka jest tylko pretekstem aby przysiąść na chwilę i zastanowić się, co tak naprawdę liczy się w życiu, a także przypomnieć sobie mądrość naszych (trochę już zapomnianych i dla wielu niezrozumiałych) polskich przysłów.



wtorek, 12 września 2017

Krótka rozprawa o pieniądzach

Powszechnie uważa się, że za pieniądze można kupić wszystko. Ale powszechne mniemanie nie musi być koniecznie prawdziwe. Współczesny świat zbudowany jest za pieniądze i funkcjonuje dla pieniędzy. Pieniądze są motorem tego świata. To jest fakt niezbity. Pieniądze zmodyfikowały (szczególnie w ostatnich 300 latach) system ludzkich wartości, przypisując sobie główną rolę jako wartości uniwersalnej. Ale wszystkiego za pieniądze kupić z całą pewnością nie można. I to także jest pewnik. Nawet najbardziej zagorzali przeciwnicy kapitalizmu, wszelkich form konsumpcji, odrzucający przymus państwa, samowystarczalni i proekologiczni ludzie, muszą także mieć pieniądze aby zapłacić za produkty, usługi i energię, których nie można samemu wyhodować i wyprodukować. Ergo ci ludzie muszą podjąć taką czy inną pracę, w takim czy innym wymiarze godzin, aby zarobić te pieniądze. Także najbardziej nawet oszczędni ludzie muszą mieć jakąś minimalną sumę na pokrycie kosztów mieszkania, jedzenia, energii itd. Całkowicie bez pieniędzy nie sposób egzystować a handel wymienny jest tylko częściowym i mocno ograniczonym rozwiązaniem. Mój osobisty stosunek do pieniędzy jest bardzo neutralny, ani fanatyczny, ani krytyczny, ani zachłanny, ani odrzucający, ani chciwy, ani rozrzutny. Nie upatruję w pieniądzach wszelkiego zła, nie przeliczam czasu na pieniądze, nie oceniam ludzi po stanie ich posiadania, pieniędzy nie demonizuję i nie fetyszyzuję, nie jestem niewolnikiem pieniędzy, ani nie usiłuję być ich panem. Pieniądze są mi potrzebne i wydaję je na to, co jest mi niezbędne do życia, w ramach mojego posiadania. Mój stosunek do pieniędzy jest zatem naturalny i zdrowy. Faktem jest, że pieniądze ułatwiają życie, faktem jest także, że za pieniądze można kupić wszelkie rzeczy materialne (dobra konsumpcyjne tego świata) oraz niematerialne jak szerokie wpływy czy nawet władzę. Ale nie można zapomnieć o tym, że pieniądze mają dzisiaj wartość zaledwie symboliczną i faktycznie istnieją tylko w systemie bankowym - zaledwie 8 do 10 % światowych zasobów pieniężnych to banknoty, pozostałe 90 % to sztuczna, wirtualna kreacja i zapisy w systemie komputerowym (ta część nie jest w żadnym razie wolna od wpływów i manipulacji). No dobrze, ktoś powie teraz, po co ta cała filozofia, lepiej mieć niż nie mieć, lepiej mieć więcej niż mniej, im więcej tym lepiej, łatwiej, bogaciej i wykwintniej. Jeżeli ktoś chce mieć coraz więcej i więcej i więcej, to jego sprawa. Mnie nic do tego. Ale przy całym szacunku dla pieniędzy i pełnej świadomości ważności (mimo wszystko) pieniędzy dla rozwoju ludzkiej cywilizacji i ich wpływu na rozwój ludzkich ideałów, aspiracji, kryteriów moralnych a także wpływu na jakość życia i kierunki zainteresowań, trzeba w tym miejscu przypomnieć i podkreślić, że za pieniądze nikt i nigdy nie kupi: ŻYCIA, ZDROWIA, MIŁOŚCI, TALENTU. Na tych czterech elementach kończą się definitywnie wpływy i władza pieniędzy. Pieniądze to jednak nie wszystko. To, co najważniejsze i najistotniejsze dla człowieka pozostaje poza obszarem ich wpływów. I to by było na tyle.



piątek, 8 września 2017

Rozważania o ... wolności

Wolność zajmuje w katalogu moich życiowych wartości bardzo wysoką pozycję. Ale czym jest ta wolność tak naprawdę? Co ją charakteryzuje i jakie ma znaczenie dla człowieka? Temat jakże fascynujący ale jednocześnie bardzo trudny. Czy możliwe jest aby w tak mocno skomplikowanym i bardzo konsumpcyjnym świecie czuć się wolnym człowiekiem? Współczesny świat przeżywa trudne chwile. Niekończące się zagrożenia, konflikty, wojny, ataki terrorystyczne oraz bardzo wiele innych kryzysów, w tym kryzys komunikacji międzyludzkiej, kryzys wszechogarniającej samotności i kryzys utraty marzeń. Większość mieszkańców Europy cieszy się bezproblemowym życiem i pełnym nasyceniem w sferze ekonomicznej. Nasycone społeczeństwa cierpią na zanik pragnień i marzeń (ponieważ są w pełni zaspokojone), co prowadzi do kompletnej pustki i w rezultacie do poczucia marazmu i bezsensu życia. Mahatma Gandhi, indyjski polityk, filozof i pisarz powiedział kiedyś, że "wolność to stan umysłu". W pełni podzielam tę wielką mądrość. Czym zatem jest wolność? Co ja rozumiem pod tym terminem? Moim zdaniem wolność to świadome odczuwanie własnej egzystencji i własnego szczęścia (jakie by to szczęście nie było). Ale wolność to także odwaga aby żyć w zgodzie z sobą samym (nawet wbrew większości) oraz głęboka potrzeba decydowania o własnym życiu i przeświadczenie o prawie do takiego decydowania. Wolność to prawo do dokonywania wyborów, tym samym prawo do podjęcia odpowiedzialności za swoje życie, bez zrzucania odpowiedzialności na społeczeństwo, rygory i normy społeczne. Oczywiście musimy dostosować się do norm społecznych ale społeczeństwo nie pozbawia nas prawa do wolności. Jeżeli nasze życie potrafi nas jeszcze porwać, oczarować, wzruszyć, zafascynować, jeżeli potrafimy cieszyć się z drobnych spraw np. wschodów i zachodów słońca czy filiżanki porannej kawy, jeżeli żyjemy w zgodzie z naszą wewnętrzną wolnością, jeżeli korzystamy z prawa do własnych decyzji, to znajdujemy się na dobrej drodze ku szczęściu (szczęście jest trudne do zdefiniowania, więc nawet nie próbuję definiować) i możemy stanowczo twierdzić, że jesteśmy wolnymi ludźmi. Pominąłem świadomie fakt, że żyjemy w Europie, która od ponad 72 lat jest wolna od wojen i rewolucji (pojedyncze konflikty na Bałkanach czy na Krymie, przy całym swoim tragizmie, potwierdzają tylko tę regułę). Pokój w Europie jest w tych rozważaniach najważniejszym i nieodzownym elementem, wręcz fundamentem dla tych rozważań, aby w ogóle móc rozprawiać o wolności jednostki.

Zatem, jeżeli jesteśmy tylko biernymi odbiorcami wolności, którą oferuje nam współczesny świat, to nie jest to prawdziwa wolność tylko wolność urojona. Prawdziwa wolność to wola walki i zdolność do zachwytu nad własnym życiem. Wolność to także prawo do kształtowania tej wolności lub jej całkowitego zniewolenia.

Waldemar Kostrzębski - Bez owijania w bawełnę, recytuje autor







niedziela, 3 września 2017

Czy można pisać wiersze o brzasku? (gra słów: czas i temat)

Od pewnego czasu mam awersję do pisania poważnych wierszy (przez to zawiłych w treści i trudnych w czytaniu). Nie chce mi się konstruować i cyzelować wyszukane metafory i przenośnie. Czuję, że nadszedł czas na wiersze prostsze, łatwiejsze w odbiorze i przede wszystkim radosne w swojej tematyce, przesłaniu i puencie. Takie wiersze łatwiej się pisze autorowi i łatwiej czyta czytelnikowi. Wiersze wesołe, pogodne, nastrojowe, w których czytelnik nie ma problemu aby podczas czytania utożsamić się z podmiotem lirycznym, co sprawia, że wiersz jest bez większych problemów przyswajalny i w pełni zrozumiały. Wiersz, który prezentuję poniżej w wersji audio powstał pewnego dnia, właśnie o brzasku. Brzask to niezwykle magiczny moment, krótko przed świtem. Niebo pozbywa się powoli swojej czarnej peleryny a wschodzące słońce zapowiada swój wschód jasną poświatą, która rozlewa się szeroko ponad horyzontem. Zdarza mi się od czasu do czasu obudzić tak wcześnie i delektując się tą chwilą czekam cierpliwie aż w pełni wzejdzie słońce. Jest to czas niezwykły i tajemniczy, trwa krótko i nastraja mnie bardzo pozytywnie i optymistycznie. Tym razem brzask mnie zainspirował. Postanowiłem użyć narzędzi poetyckich, jakimi są personifikacja i po części także alegoria, i przypisałem brzaskowi nie tylko cechy i atrybuty ludzkiej istoty ale także przedstawiłem go jako niedojrzałego młodzieńca, który pomaga zdobyć ukochaną kobietę. Pisanie rozpocząłem od tyłu, czyli od ostatniej, puentującej zwrotki (takie pisanie  zdarza mi się nagminnie) a dalej wiersz pisał się już sam. Po niezbędnej korekcie i ostatecznym szlifie przeczytałem go przed mikrofonem. Miłego słuchania.

Waldemar Kostrzębski - Wolność niejedno ma imię, recytuje autor





środa, 30 sierpnia 2017

W poszukiwaniu sensu życia - myślenie

W dzisiejszy poście chciałbym poruszyć temat czystej energii, którą codziennie wysyłamy za pomocą myśli i słów, dzięki czemu wpływamy, często nieświadomie, na bieg rzeczy i zdarzeń. Siła naszych myśli i słów jest ogromna, z czego często nie zdajemy sobie sprawy i nie traktujemy z należytą atencją. Każde wypowiedziane przez nas słowo, to czysta „magia”. Wysyłamy wibracje, które wpływają na konkretnego odbiorcę oraz nasze otoczenie, którzy te wibracje odbierają i interpretują. Przed kilkoma dniami postanowiłem przeprowadzić na sobie test, polegający na dwudniowej, totalnej kontroli moich myśli i wypowiadanych słów, aby stwierdzić co z tego dla mnie wyniknie, czy rozpoznam ich wagę i znaczenie. Żadnej telewizji, gazet, czasopism, książek czy innych mediów, które miałyby wpływ na moje myślenie i wysławianie się. Jakże często mówimy co innego a co innego myślimy. Wynika to z sytuacji niekorzystnych dla nas lub wprowadzających nas w zakłopotanie. Nie znaczy to w żadnym razie, że kłamiemy. Mówimy na przykład „muszę się pożegnać, jestem zmęczony”; w rzeczywistości nie jesteśmy wcale zmęczeni, ale dana sytuacja nas męczy lub jest dla nas niezręczna. To zdanie jest jeszcze nieszkodliwe, ale są tematy, jak np. pieniądze, bieda, głód, wojny itd. gdzie często zmuszeni jesteśmy, wbrew naszej woli,  zabrać głos w rozmowie. Formułujemy wtedy często zdania odmowne, niezgodne z naszym prawdziwym zapatrywaniem i stosunkiem do tematu. Ale wracając do mojego testu. Dwa dni totalnej kontroli słów i myśli. Byłem mocno zmęczony od samego myślenia i korygowania moich myśli oraz formułowanych poprawnych zdań. Wszystkie zdania musiały być adekwatne do moich myśli i odpowiadać mojemu stosunkowi do poruszanego tematu lub problemu. Nieraz brakowało mi odpowiednich słów i musiałem posiłkować się słownikiem. Niesamowite było to, że nagle uświadomiłem sobie, jak dużo myślimy w ciągu każdego dnia i ile to kosztuje wysiłku. Jak ogromna jest to praca. Te dwa dni przyniosły mi bardzo wiele. Wszystko stało się dla mnie jasne i zrozumiałem, jak ogromna jest energia, płynąca z naszych słów i jaki wpływ mają one na nasze życie i życie innych ludzi. Nasze myśli i słowa to magnesy przyciągające lub odpychające wszystko i wszystkich, do których wysyłamy nasze wibracje, wszystko zależy od kierunku naszego pola magnetycznego. Na koniec jeden przykład, jak wiele może zdziałać pozytywne myślenie. Wystarczy np. zamienić często przez nas używane słowo „szukam” na zbyt rzadko używane „odnalazłem” i już zmienia się nasza percepcja, postrzegamy wiele rzeczy inaczej, świadomiej, radośnie i prościej.

Myślenie to ciągłe i bardzo złożone procesy zachodzące w naszym mózgu, polegające na asocjacjach i wyciąganiu wniosków. Miarą efektywności myślenia jest inteligencja. Myślenie systemowe, strategiczne, twórcze oraz naszą intuicję, która jest niczym innym, jak podświadomym i kreatywnym myśleniem, można ćwiczyć i udoskonalać. Zatem myślenie o myśleniu jest podstawą ludzkiej świadomości. Potrzebny był mi ten test, który z całą pewnością będzie miał spory wpływ na moje dalsze życie.




czwartek, 3 sierpnia 2017

Nowa zakładka na blogu - Felietony radiowe

Felietony radiowe to nowa zakładka, w której będę prezentował felietony, napisane i czytane przeze mnie na antenie niemieckiego Radia Flora w Hanowerze, w polskojęzycznej audycji Gadu Gadu", prowadzonej przez jej autorkę Grażynę Kamień-Söffker.



sobota, 29 lipca 2017

Pokolenie Baby Boomers przechodzi na emeryturę

Powojenny wyż demograficzny (1946-1964, z kumulacją w 1956 roku) – pokolenie, do którego sam należę – przechodzi sukcesywnie na emeryturę. Mnie osobiście pozostało jeszcze kilka lat, które chciałbym maksymalnie wykorzystać, zarówno na pracę zawodową, jak na przygotowanie się do życia na większym luzie. Emerytura nie stanowi dla mnie żadnego zagrożenia, wręcz przeciwnie, jest wielką szansą aby dalej spełniać się, kontynuować pasje sportowe i inne zainteresowania, ale już bez konieczności ciągłego spoglądania na zegarek. Postęp cywilizacyjno-techniczny a także postęp medyczny sprawiają, że żyjemy coraz dłużej i wygodniej, dlatego warto wymyślić sobie taką strategię, aby dalej cieszyć się życiem i jego możliwościami na zasłużonej emeryturze, bez zawodowego stresu i obowiązku udowadniania komukolwiek czegokolwiek. Moje pokolenie postrzegane jest jako bardzo pracowite i mocno zaangażowane ale z kolei mało elastyczne, jeżeli chodzi o dopasowanie się do nowych technologii i ich wymagań. Ale jest to pokolenie uważane za bardzo wpływową grupę społeczną w wielu krajach Europy oraz, oczywiście w swojej większości, bardzo zamożne. To są atuty, których nie można nie docenić. Ja już posiadam gotowy plan, jak najlepiej wykorzystać ten czas, ale wiem, że bardzo dużo ludzi boi się emerytury i nie bardzo wie, jak i czym wypełnią ten czas. Współczesny świat oferuje wiele możliwości samorealizacji i dalszego rozwoju, wszystko zależy od stanu zdrowia, kondycji psychicznej, predyspozycji oraz oczywiście dobrej woli i chęci aktywnego uczestnictwa w życiu świata. Moja rada dla bojaźliwych krótko przed emeryturą brzmi: żyć dalej pełnią życia, nie planować dalekosiężnie, nie traktować emerytury jak kary lub odstawienia na boczny tor, pielęgnować i rozwijać obszary dotychczasowych zainteresowań i pasji oraz poszukiwać nowych obszarów działania (nigdy nie jest na nic za późno). Kto chce i zdrowie mu na to pozwoli, może nadal pozostać aktywnym zawodowo, w niepełnym wymiarze godzinowym, co może być dla wielu ratunkiem i sposobem na np. samotność lub brak hobby. Losy ludzkie są skomplikowane i wymykające się wszelkim statystykom, ale najważniejszym celem powinno być, moim skromnym zdaniem, pełne i sensowne wykorzystanie czasu, jaki pisany jest nam na tej planecie. 



wtorek, 25 lipca 2017

Sympatyczny czy antypatyczny, czyli o umiejętności przyjmowania ludzi takimi, jakimi są

Są ludzie, których lubimy od pierwszego wejrzenia ale są także ludzie, których od pierwszego wejrzenia nie potrafimy polubić lub wręcz nie cierpimy. Dlaczego tak się dzieje? Co powoduje, że niektórych uważamy natychmiast za sympatycznych a innych za niesympatycznych? Odpowiedzialna za tę ocenę jest nasza podświadomość, która w ułamku sekundy o tym decyduje. Ocena ta zbudowana jest na naszej wyobraźni i naszych doświadczeniach życiowych. Czujemy natychmiast, że jakiegoś człowieka nie jesteśmy w stanie polubić i uważamy go z miejsca za niesympatycznego. Taka spontaniczna ocena związana jest ściśle z naszą osobowością. Uważamy kogoś za niesympatycznego, ponieważ rzutujemy na niego cząstkę swojej osobowości i pewne, określone cechy naszego charakteru. Człowiek, którego uważamy za niesympatycznego, posiada te cechy charakteru, których my sami nie posiadamy lub bezwzględnie odrzucamy. Problem leży w tym, że człowiek, którego tak oceniła nasza podświadomość, nie musi być w rzeczywistości niesympatyczny. Kolejny problem to fakt, że człowieka, którego nie potrafimy polubić, nie traktujemy w większości przypadków z należytym respektem. Ale jeżeli postaramy się zrozumieć, dlaczego uważamy tego człowieka za niesympatycznego, i poszukamy powodów dla których tak go traktujemy, łatwiejsza staje się dla nas akceptacja takiego człowieka. Niekiedy nasze sensory zawodzą kompletnie, co powoduje, że całkowicie dystansujemy się od ludzi, których nie lubimy lub sądzimy, że oni nas nie lubią. Próby logicznego a nie emocjonalnego stosunku do drugiego człowieka dają pozytywne efekty w postaci zmniejszonej liczby konfliktów międzyludzkich. Nawet jeżeli nie jesteśmy w stanie kogoś polubić, nie możemy traktować go z lodowatą obojętnością czy nawet z wrogością. Często jest tak, że człowiek, który wydaje się nam niesympatyczny, ponieważ jest np. arogancki i zdystansowany, jest w rzeczy samej wstydliwy i mocno niepewny. Jego postawa wobec innych ludzi, to jego maska. My możemy mu tę maskę zerwać. Nasze myślenie o sobie i nasze działanie wobec samego siebie, pełne miłości i respektu, powoduje, że tak samo traktujemy innych ludzi. Dlatego warto nad sobą pracować aby uzyskać taki efekt. Podsumowując należy powiedzieć co następuje: to, czy uważamy kogoś za sympatycznego czy niesympatycznego, ma bezpośredni i bardzo duży związek z naszą osobowością i jej projekcją na innych ludzi. Pozytywny stosunek do samego siebie i wiara w siebie, to szansa na pozytywny lub co najmniej poprawny stosunek do drugiego człowieka. Nasze sensory nie są zaprogramowane na stałe, możemy je dowolnie przeprogramować, wszystko zależy od naszych umiejętności, dobrej woli i wewnętrznej potrzeby rozwoju własnej osobowości.




czwartek, 13 lipca 2017

Dlaczego warto czytać poezję?

Oczywiście, mógłbym napisać w tym miejscu obszerny felieton czy zgoła rozprawę, uzasadniając dlaczego warto czytać poetyckie teksty. Ale rolą poety nie jest dawanie gotowych odpowiedzi, lecz inspirowanie czytelnika do ich szukania. Postanowiłem zatem, mocno skondensować moją odpowiedź na to pytanie i zaprezentować ją w formie miniatury poetyckiej. Niedoświadczony czytelnik może odebrać tę miniaturę w pierwszym momencie jako nielogiczną lub sprzeczną. Zapewniam, że to tylko pozory. W tym jednym, jedynym zdaniu tkwi głęboki sens i warto się nad nim porządnie zastanowić. Bo najwspanialsze w poezji jest to, że zawiera prawdę o człowieku, jego losach i uczuciach, szczerą prawdę pozbawioną obłudy. Poezja jest oazą, przystanią i azylem, które pozwalają schronić się przed brutalną i agresywną rzeczywistością. Dlatego poezja jest także kłamstwem, ponieważ jest ucieczką do innego świata, refleksyjnego i subtelnego, pięknego i magicznego, zawierającego w sobie wszystkie odcienie radości, wszystkie głębie smutku, wszystkie barwy uczuć i wszystkie kształty przeżyć i doświadczeń. Poezja pomaga rozumieć świat i ludzi, otwiera oczy na sprawy, które były dotąd niezauważane i bez znaczenia oraz odpowiada na dręczące pytania o sens ludzkiej egzystencji na naszej planecie. I dlatego warto od czasu do czasu sięgać po poezję.


poniedziałek, 10 lipca 2017

Każde pokolenie tak ma

Chciałbym w tym miejscu przypomnieć piosenkę Wojciecha Gąssowskiego "Gdzie się podziały tamte prywatki" która stała się w 1989 roku wielkim przebojem. Muzykę skomponował Ryszard Poznakowski, natomiast tekst napisał Marek Gaszyński. Refren tej piosenki brzmi tak:

Gdzie się podziały tamte prywatki
Gdzie te dziewczyny, gdzie tamten świat?
Gdzie się podziały tamte wspomnienia
Naszych szalonych, wspaniałych lat?

Bardzo lubię tę piosenkę i często ją słucham, ponieważ przypomina mi moją młodość. Każde pokolenie ma swój czas, najpiękniejszy i niepowtarzalny. Czas młodości jest takim okresem w naszym życiu, który budzi - szczególnie gdy jesteśmy już mocno dojrzali - przypływ ciepłych uczuć i romantycznych wspomnień: pierwsze prywatki, pierwszy alkohol, pierwszy papieros, pierwsza miłość, pierwszy sex. Każde pokolenie tak ma. Pamiętamy i wspominamy chętnie to, co było kolorowe, sympatyczne, budzące nadzieję. Kiedy się na naście lat wszystko wydaje się łatwe i proste, prawie na wyciągnięcie ręki. O zabawie w lokalu rozrywkowym nikomu z młodzieży mojego pokolenia wtedy nawet się nie śniło. Prywatki pozwalały uciec od codzienności, pozwalały lepiej poznać starych ale także nowo poznanych przyjaciół, pozwalały poczuć się dorosłym: papieros w ustach, kieliszek wina w ręku, piękne dziewczyny i romantyczni chłopcy, tańce i rozmowy do rana, wszystkie przeboje "Czerwonych Gitar" i ... nic nam więcej nie było potrzeba, by być szczęśliwym. Dzisiaj do szczęścia potrzebujemy więcej rzeczy  a mniej ludzi. Zapominamy, że to ludzie a nie przedmioty ożywiają atmosferę i czynią życie pełniejszym. Wspaniałe stroje, niepowtarzalne dekoracje, najdroższy catering  nie zastąpią nigdy zwykłych, ludzkich gestów i szczerych rozmów. Dlatego warto kultywować domowe spotkania z przyjaciółmi, może nie tak głośnie i zakrapiane alkoholem (jeszcze pamiętam te wspaniałe smaki domowych nalewek), jak nasze niezapomniane prywatki z młodości, ale równie sympatyczne i ważne. Upalne lato może być problemem i przeszkodą w tych zamiarach, ale kto chce, zawsze znajdzie sposób aby serdecznie ugościć przyjaciół.


sobota, 1 lipca 2017

Lipcowa audycja Grażyny Kamień-Söffker w Radiu Flora. Hanower, 1.07.2017

Kolejna audycja "Gadu Gadu" autorstwa Grażyny Kamień-Söffker na antenie hanowerskiego Radia Flora zawierała tematy ważne i aktualne dla niemieckiej Polonii. W programie felieton Katarzyny Piątkowskiej-Durki o przedurlopowym stresie, felieton Renaty Gröger-Kani o Julii z Brunszwiku, spotkanie Grażyny Kamień-Söffker z legnicką młodzieżą i rozmowa z Bernardem Gaidą o nauczaniu języka niemieckiego na Śląsku, przy okazji Zjazdu Ziomkostwa Ślązaków 2017 w Hanowerze, oraz mój felieton o znaczeniu poezji w życiu współczesnego człowieka, w którym zachęcam słuchaczy do czytania poezji. Dzisiaj publikuję pełny zapis tej audycji, którą można wysłuchać także w zakładce Programy radiowe.

Pełny zapis audycji "Gadu Gadu" na antenie Radia Flora, wyemitowanej 1 lipca 2017





środa, 28 czerwca 2017

II Koncertowa Edycja Polonijnej Listy Przebojów Pepe-TV. Düsseldorf, 24.06.2017

Podczas polsko-niemieckich dni kultury "Polregionale 2017" w Düsseldorfie podsumowano Polonijną Listę Przebojów Pepe-TV za rok 2016. Pierwsze miejsce zajęła piosenka "Ballada w drogowskaz zaklęta" w wykonaniu Elżbiety Stempel-śpiew, Wojciecha Stempel-gitara akustyczna, Piotra Miłosławskiego-skrzypce i gościnnie Mirka Suligi-gitara akustyczna. Słowa tej piosenki napisałem ja, natomiast muzykę skomponował Piotr Miłosławski. Nagranie studyjne zrealizował Mirek Suliga, natomiast towarzyszący piosence teledysk Andrzej Stempel. Organizacja całego projektu i reklama w mediach Halina Kostrzębska.




Foto Piotr Płonka (Pepe-TV)

poniedziałek, 26 czerwca 2017

Radio Flora w Hanowerze zaprasza na kolejną, nie tylko polonijną audycję "Gadu Gadu"

Zapraszam w najbliższą sobotę, 1 lipca 2017 roku o godzinie 12.00, do wysłuchania audycji w języku polskim, emitowanej na antenie Radia Flora w Hanowerze. W audycji przygotowanej i prowadzonej przez jej autorkę Grażynę Kamień-Söffker, oprócz aktualnych tematów polonijnych, będzie można wysłuchać mojego felietonu, w którym opowiem o znaczeniu poezji w życiu współczesnego człowieka, w kontekście transformacji wartości poezji dla społeczeństw i jej ważności w poszukiwaniu sensu istnienia przez pojedynczego człowieka. Przypomnimy także piosenkę "Ballada w drogowskaz zaklęta", którą napisałem wraz z Piotrem Miłosławskim. Piosenka i jej wykonawcy otrzymali pierwszą nagrodę w podsumowaniu Polonijnej Listy Przebojów Pepe-TV za rok 2016. Wręczenie nagród odbyło się  24 czerwca 2017 w Düsseldorfie, podczas polsko-niemieckich dni kultury Polregionale 2017.




Pod tym bezpośrednim linkiem znajduje się niemieckojęzyczna strona Radia Flora. Tam można wysłuchać tej audycji nas żywo w sobotę lub jako powtórkę w następujący po niej poniedziałek. Player znajduje się w prawym, górnym rogu strony.

sobota, 24 czerwca 2017

Monolog półobecny

Monolog to bardzo specyficzna rozmowa z samym sobą, bez obecności świadków lub bez świadomości ich obecności. Poniższy monolog, to monolog wewnętrzno-liryczny, z dużym poczuciem asertywności wobec siebie samego i innych ludzi, który pozwala poznać przeżycia podmiotu lirycznego, dostępne introspekcyjnie tylko jemu samemu. Rolą poezji jest dostarczanie ważnych życiowo sugestii, pozytywnych emocji i refleksji. Ten monolog to moje zaproszenie do dialogu, w kontekście znaczenia zjawiska emigracji i jej wpływu na ludzkie losy.




poniedziałek, 12 czerwca 2017

Czy literatura powinna reagować na akty terroru?

Wiosna 2017 roku naznaczona jest licznymi zamachami terrorystycznymi w Europie i na świecie: London Bridge, Westminster Bridge, Notre Dame, Manchester Arena, Metro w Petersburgu, Londyn, Manchester, Sztokholm, Paryż, Kabul, Tanta, Aleksandria, Alepo, Sankt Petersburg (tylko zamachy od stycznia 2017 do czerwca 2017). Akty terroru nie są dzisiaj niczym wyjątkowym i nieoczekiwanym, to część składowa życia na naszej planecie. Straszne ale niestety prawdziwe. Czy literatura, w tym także poezja, musi reagować na tak zmienioną rzeczywistość? Oczywiście, że nie musi reagować, z całą pewnością nie bezpośrednio, w odpowiedzi na taki zamach. W ogóle nie musi reagować. Jednakże do tej pory zawsze reagowała, w taki czy inny sposób. Każdy rodzaj brutalności, przemocy i terroru stawał się z czasem doskonałym materiałem literackim. Terror i literatura łączy od dawna wspólna i bardzo ścisła historia. Ostatnie stulecie w Europie naznaczone jest walką z terrorem: ataki RAF, IRA, ETA stawały się kryminalnymi powieściami i scenariuszami filmów. Ale dzisiejszy terror ma już inną strukturę - nie jest już tylko i wyłącznie podkładaniem bomb i uprowadzaniem samolotów - to jest niezwykłe połączenie nowoczesnej techniki z bestialską bezwzględnością średniowiecza, takie połączenie komputera z maczetą. Współczesny terror, ogłoszony całemu światu przez AL KAIDA i IS,  to nie tylko szokujące swoją bezwzględnością i rozmachem zamachy, to także doskonała inscenizacja, szybkość w przekazywaniu wiadomości fotograficznych, wiadomości wideo i terrorystycznych oświadczeń. Jesteśmy uczestnikami ataków terrorystycznych na żywo, dzięki nowoczesnej technice bierzemy udział w tych wydarzeniach w czasie realnym. Pytanie zatem, co może w tej sytuacji uczynić literatura, która jest w stanie reagować na te wydarzenia ze znacznym przesunięciem w czasie, pozostaje chyba pytaniem retorycznym. Prawdopodobnie żaden wiersz nie odda lepiej atmosfery wymarłej ulicy wielkiego miasta po takim ataku, pustej od ludzi i pełnej żałoby, widzianej na żywo lub na fotografii. Obrazy można łatwiej zrozumieć i przetrawić niż utwór literacki, który jest niczym innym, niż przetłumaczeniem realnego wydarzenia w słowa. Ale literatura (dramat, epika, liryka) jest w stanie, pomóc ludziom w rozwiązywaniu ich dylematów moralnych i uwalnianiu od obrzydzenia i nienawiści, jako odruchów na nieludzkie ataki na bezbronnych i niewinnych ludzi, w imię niepojętej i chorej fanatyczności religijnej. Szczególnie liryka, w swojej wrażliwej formie, może pomóc w zrozumieniu tego, co jest niezrozumiałe, i uwrażliwić na to, co staje się obojętne. Historia naszego kontynentu udowodniła nieraz, że radykalne zniszczenia powodują powstawanie idei, kreatywnych pomysłów i wyznaczanie celów, które stają się odrodzeniem i początkiem nowego. Literatura ma w każdym odrodzeniu znaczny udział, którego nie można nie docenić.




wtorek, 6 czerwca 2017

Moje wzorce poetyckie

Od czasu do czasu konfrontowany jestem z pytaniami o moje wzorce poetyckie oraz nazwiska najważniejszych dla mnie poetów. Tego typu pytania są dla mnie co nieco kłopotliwe i wprawiają mnie zawsze w lekkie zakłopotanie, co wynika przede wszystkich z faktu, że nazwisk poetów, którzy ukształtowali moją wrażliwość poetycką a także moje rozumienie świata i ludzi, przez tę poezję przefiltrowane, uzbierałoby się bardzo, bardzo dużo. Niemniej, spróbuję - ograniczając liczbę nazwisk do tych dla mnie najważniejszych - odpowiedzieć na te pytania. Jednym z poetów, którzy wywarli na mnie wielki wpływ - tu chwila zastanowienia - jest Adam Asnyk, poeta już trochę zapomniany, poeta filozof, który zachwyca mnie do dzisiaj swoją refleksyjną liryką i subtelnością uczuć. Poezja Adama Asnyka, chociaż pozbawiona na dobrą sprawę metafor i porównań, zadziwia mnie niesamowitą wprost prostotą i klarownością wierszy oraz niezwykłą harmonią wersyfikacyjną. Ale to poeci dwudziestolecia międzywojennego ukształtowali mnie jednak najbardziej i najmocniej ze wszystkich innych. Wspaniały i bogaty okres dla polskiej poezji - jakim było bez wątpienia XX-lecie międzywojenne - obdarzył nas wieloma genialnymi poetami; z tych najważniejszych dla mnie poetów wymieniłbym Bolesława Leśmiana, Jana Lechonia, Juliana Tuwima, Leopolda Staffa, Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego i Marię Pawlikowska-Jasnorzewską. Chociaż urodziłem się  kilka lat po zakończeniu II Wojny Światowej, to jednak duży wpływ na mnie mieli także poeci czasu wojennego, którzy działali na moje zmysły nie tylko swoją twórczością, ale przede wszystkim faktem, że byli w stanie, fizycznym i psychicznym, pisać w ten podły czas liryczne wiersze. Tu wymieniłbym Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, Tadeusza Gajcego, Tadeusza Borowskiego. Poezja powojenna to bardzo wiele nazwisk poetów i poetek, których czytałem i nadal czytuję regularnie lub od czasu do czasu. Z tych najważniejszych nazwisk wymieniłbym Zbigniewa Herberta, Tadeusza Różewicza, Gustawa Herlinga-Grudzińskiego, Mirona Białoszewskiego i Halinę Poświatowską. Do poezji Haliny Poświatowskiej powracam z uporem maniaka i bardzo ją wysoko cenię. Nazwisk poetów współcześnie tworzących, których czytam regularnie, jest zbyt wiele aby je wszystkie wymieniać. Szczególną uwagę zwracam jednakże na tych, którzy nie bacząc na mody i trendy, piszą wiersze rymowane, utrzymując przy życiu klasyczną formę wiersza, która jest dla mnie istotna i ważna i zwyczajnie w świecie ją lubię. Sam nie uciekam od form współczesnych ale stawiając na różnorodność form poetyckich, szukam równowagi także w formach klasycznych.

W dzisiejszym poście prezentuję unikatową i bardzo piękną pracę Grażyny Manieckiej-Gawel, której w tym miejscu dziękuję serdecznie za przysłanie mi kolejnych fotografii rysunków, obrazów i rzeźb jej autorstwa. Prezentowana kreacja to rzeźba ceramiczna, wykonana w technice bardzo czasochłonnej, wymagającej dużego nakładu pracy i wypalania w temperaturze ponad 1000 stopni C. Wypalone rzeźby ceramiczne są następnie przez Grażynę oksydowane, częściowo glazurowane lub złocone. Prawda, że piękne?




sobota, 3 czerwca 2017

Okiełznać stres

Stres nie jest wynalazkiem  współczesnych czasów, towarzyszył człowiekowi od zawsze. To reakcja obronna organizmu w odpowiedzi na bardzo silne bodźce i zagrożenia, zarówno zewnętrzne jak wewnętrzne. Stres może powodować lęki,  ból fizyczny a nawet choroby, ale może także motywować nas do pracy i jeszcze większego wysiłku. Problem leży w tym, czy potrafimy sobie ze stresem poradzić, czy potrafimy się z nim porozumieć. Właściwych reakcji na sytuacje stresowe można się nauczyć i w pełni nad nimi panować. Jest to zadanie bardzo trudne ale warto próbować się tego nauczyć. Bezstresowe życie jest chyba niemożliwe, więc jeżeli musimy już ze stresem żyć, to warto się postarać, aby go za wszelką cenę “udomowić” i “okiełznać. Wtedy będzie nam posłuszny. I na koniec najważniejsze: ludzkie życie jest zbyt krótkie aby tracić czas na czarne myśli, pesymizm i rozpamiętywanie naszych problemów. Przytłoczeni tym balastem, zapominamy o codziennym szczęściu, do którego wszyscy bez wyjątku, ale różnymi drogami, dążymy. Gdy wszystkie metody walki zawiodą, to warto wziąć do ręki tomik poetycki, tam co prawda nie odnajdziemy żadnej recepty na walkę ze stresem, odnajdziemy za to spokój i ukojenie, co z kolei pozwoli nam nabrać dystansu do prawdziwych lub urojonych powodów naszego stresu.

Waldemar Kostrzębski - Czwarta trzydzieści nad ranem, recytuje autor





czwartek, 1 czerwca 2017

Radio Opole zaprasza na kolejną audycję "Opolski Tygiel"

Zapraszam w najbliższą sobotę, 3 czerwca o godzinie 15.00, do wysłuchania audycji "Opolski Tygiel" emitowanej na antenie Radia Opole. Audycja „Opolski Tygiel“ to bardzo szczególny program słowno-muzyczny, emitowany w każdą sobotę od godziny 15.00 do 20.00. Autorami pięciogodzinnej audycji, prowadzonej na żywo, są Leszek Kopeć i Marek Sołtysiak, którzy prezentują w niej bardzo różne kierunki muzyczne oraz twórców tej muzyki, kompozytorów, autorów tekstów, muzyków, animatorów kultury i innych artystów. Marek Sołtysiak zaprosił mnie dzisiaj telefonicznie do udziału w kolejnej audycji na żywo w najbliższą sobotę. Będziemy rozmawiali o mojej poetyckiej twórczości, o pisaniu tekstów piosenek, a także o problemach, jakie napotyka na swojej drodze twórca, mieszkający od wielu lat poza granicami Polski.





sobota, 27 maja 2017

Dlaczego tak chętnie powracam do wierszy Haliny Poświatowskiej?

Z wielką radością odnotowałem fakt, ukazania się na rynku nowej książki, wydanej nakładem Wydawnictwa Literackiego pt. "Halina Poświatowska - Wszystkie wiersze". Bardzo się ucieszyłem i natychmiast zamówiłem sobie tę książkę. I oto jest, leży przede mną 652-stronicowa księga, zawierająca całą liryczną twórczość tej poetki. Znam sporo jej wierszy, czytam ją od dawna regularnie, lecz dopiero teraz - trzymając tę książkę w rękach - uświadomiłem sobie, jak wiele napisała pięknych wierszy, w swoim krótkim lecz intensywnym życiu. Halina Poświatowska jest dzisiaj jedną z najpopularniejszych polskich poetek, ale nie zawsze tak było; przez sobie współczesnych była lekceważona i nie traktowana poważnie. Dopiero wiele lat po śmierci Haliny, wraz z upływem czasu oraz po wielu analizach literackich, jej poezja otrzymała należne sobie miejsce w polskiej kulturze, a Halina została uznana za poetkę nowatorską i wcale nie taką sentymentalną za jaką ją ogólnie uważano. Haśka (tak mówili do niej rodzice, przyjaciele i ona sama) chorowała od dziecka na serce i musiała się z uciążliwymi objawami tej choroby męczyć przez całe życie. Pomimo przewlekłej choroby nigdy nie pozwalała aby ktoś decydował o jej życiu, próbowała sama oszukać los i uciec od przeznaczenia. Wiedziała, że jej stan zdrowia był poważny, dlatego podjęła rozpaczliwą walkę o życie, szukając ratunku w miłości i poezji, pozostając jednocześnie bardzo normalną i dbającą o siebie młodą kobietą. Decydując się na kolejną operację na otwartym sercu wiele ryzykowała, ostatecznie przegrała tę walkę o życie ale nigdy się nie poddała, co znalazło głębokie odbicie w jej niezwykłej poezji, na przekór wszelkim osobistym cierpieniom. Pomimo choroby chciała żyć pełnią życia i to się jej w pełni udało. Wiersze Haliny są tego świadectwem. Dwa główne nurty jej twórczości to: miłość i śmierć, splecione niewidzialną nicią i przenikające się wzajemnie. Nikt nie pisał o miłości i o śmierci w taki sposób: subtelny i refleksyjny, ckliwy i zmysłowy, ironiczny i mroczny. Dlatego tak chętnie powracam do fascynującej poezji Haliny Poświatowskiej, do jej talentu, wrażliwości, ciekawości świata i ludzi, wiecznej potrzeby miłości oraz wielkiej woli życia w nieodstępującym jej nigdy cieniu śmierci.



wtorek, 23 maja 2017

Grupa Wędrowne Gitary w TVP3 Opole, w programie "O!polskie o poranku". Opole, 23.05.2017

Krótkie spotkanie na żywo z grupą muzyczną Wędrowne Gitary na antenie TVP3 Opole w programie Anny Święcickiej i Mariusza Studziennego "O!polskie o poranku". Grupa zagrała na żywo trzy piosenki, m.in. "Dzień dobry Opole, dzień dobry", piosenkę napisaną przez Mirka Suligę i przeze mnie z okazji 800-lecia miasta Opole. Zapraszam do oglądania i słuchania.


środa, 17 maja 2017

Premiera piosenki "Dzień dobry Opole, dzień dobry" w polskiej telewizji publicznej

Mirek Suliga wraz z grupą "Wędrowne Gitary" oraz ja otrzymaliśmy zaproszenie do udziału w programie "O!polskie o poranku", codziennej, porannej audycji, emitowanej w TVP3 Opole od poniedziałku do piątku od 7.00 do 8.15. Po raz pierwszy w publicznej telewizji zaprezentowana będzie piosenka "Dzień dobry Opole, dzień dobry", kompozycja Mirka Suligi do mojego tekstu. Ja niestety nie mogę przyjechać do Polski na nagranie programu, dlatego także w moim imieniu będzie rozmawiał kompozytor i lider grupy Mirek Suliga. Zapraszam do oglądania i słuchania. Cały program opublikuję na blogu, po otrzymaniu materiału filmowego od redakcji TVP3 Opole.


sobota, 13 maja 2017

Ze słownika wyrazów anińskich

Warszawski Anin był przez 10 lat moim miejscem na ziemi, tam mieszkałem, pracowałem i poznawałem bogatą historię tego osiedla i  jego mieszkańców. Anin to szczególne miejsce na mapie Warszawy, które już w latach trzydziestych ubiegłego wieku było ulubionym miejscem dla szukających odpoczynku i natchnienia poetów i literatów, malarzy i rysowników, muzyków i kompozytorów, aktorów i innych artystów. Pamięć o sławnych poetach, zamieszkałych w Aninie, Julianie Tuwimie i Konstantym Ildefonsie Gałczyńskim są wśród mieszkańców osiedla ciągle żywe, np. od wielu lat organizowany jest w czerwcu Dzień Zielonego Konstantego, a honorowym gościem jest zawsze córka poety Kira.

Poniższy wiersz, którego historia dzieje się w Aninie, chodził mi po głowie już od dawna, ale dopiero teraz mogłem zrealizować ten zamiar. Wielu miejsc, o których opowiadam w tym wierszu, nie ma już w Aninie, ale starzy mieszkańcy z całą pewnością dobrze je pamiętają. Kino "Wrzos" przy starej pętli autobusowej to kino mojego dzieciństwa a kawiarnia "Kukułka" była miejscem spotkań anińskiej młodzieży, wiecznie zadymiona i rozkrzyczana, z metalowymi stolikami i krzesłami, serwowała świetne bajaderki i hot dogi na wynos a kto miał pieniądze, zamawiał sobie nawet Coca Colę. Oba kultowe dla Anina miejsca już nie istnieją. Także okazałe budownictwo drewniane w stylu nadświdrzańskim, typowe w latach międzywojennych dla miejscowości uzdrowiskowych usytuowanych wzdłuż linii kolejowej Wawer-Anin-Radość-Falenica-Józefów-Świder-Otwock, którym Konstanty Ildefons Gałczyński nadał dowcipną nazwę "świdermajer", zniknęły prawie kompletnie z krajobrazu Anina. Charakterystyczne dla starego Anina ulice Poprzeczne (łącznie 12 sztuk) znajdujące się w kwadracie ulic Bronisława Czecha, Michała Kajki i Wydawniczej przetrwały do dzisiaj i zachowały swoje oryginalne nazwy. Warszawski Anin obchodził niedawno 105 rocznicę powstania i do dzisiaj pozostał magnesem, przyciągającym znanych artystów, ludzi kultury i polityków, którzy licznie się tu osiedlili.

Waldemar Kostrzębski - Trudnopalne, recytuje autor